sobota, 25 maja 2013

Harry



czwartek, 16 maja 2013


319. Harry

Z całych sił trzasnęłaś drzwiami i ze łzami w oczach wybiegłaś z budynku. Czujesz się okropnie.Jesteś wściekła,zdenerwowana, a zarazem cholernie smutna. Nagle nienawidzisz go najbardziej na świecie,a jeszcze kilka minut temu myślałaś,że jest jedną z najważniejszych dla ciebie osób. Stoisz na środku chodnika i zastanawiasz się co masz ze sobą zrobić. Przecież nie możesz iść do rodziców. Twój honor ci na to nie pozwala. Doskonale wiesz jakby się zachowali. Weszłabyś do mieszkania,a matka przywitałaby cie swoim 'a nie mówiłam'. Następnie ojciec dawałby ci nauki,które znasz już na pamięć. Nie,to nie na twoje nerwy. Podchodzisz do ławki niedaleko i siadasz na niej. Wyciągasz telefon z kieszeni i przeglądasz kontakty. Alice,Anne, Carol,Daisy,David,Eric,Filip,Harry.. Zatrzymujesz się na moment i wpatrujesz w jego imię na wyświetlaczu. Rozglądasz się, wstajesz i chowasz telefon do kieszeni. Postanawiasz iść do doskonale znanego ci miejsca. Nie daleko stąd,a czujesz,że to jedyna deska ratunku. Mija kilkanaście minut,gdy stoisz przed brązowymi drzwiami,ze złotym numerkiem '206' na środku. Wycierasz łzy lecące po policzkach,składasz dłoń w pięść i stukasz w drewniane drzwi trzy razy. Serce zaczyna ci bić coraz szybciej,a oddech robi się niespokojny. Tysiące myśli krząta się po twojej głowie. Co ja sobie myślałam przychodząc tutaj.? Nikt nie otwiera,więc odwracasz się i chcesz odejść. Nagle jednak słyszysz jak drzwi się otwierają,a z jego ust dochodzi twoje imię. Odwracasz głowę i widząc go zaczynasz płakać. Nie potrafisz nad tym zapanować. Widzisz,że jest zmieszany i zmartwiony. Podchodzi do ciebie i przytula z całych sił. Szepcze byś się uspokoiła,ale nie możesz. Tkwicie tak przez chwilę. Odrywasz się od niego i wpatrujesz w jego zielone tęczówki.
-Nie wiem co sobie myślałam,przychodząc tutaj,ale kiedyś powiedziałeś,że jeśli coś się stanie,jeśli będę potrzebowała pomocy,to pierwszą osobą do której się zgłoszę masz być ty. -mówisz i kolejny raz ocierasz łzy. -Wywalił mnie z domu. Powiedział,że to już koniec,że nagle nic nie czuje,wszystko się wypaliło. Nie mam gdzie iść,nie wiem co robić. -mówisz na jednym wdechu. Uśmiecha się delikatnie.
-Cieszę się,że przyszłaś do mnie. -mówi,i zaprasza cie do środka,jednak,gdy chcesz wejść zatrzymuje cie. Spoglądasz na niego zdziwiona i zmieszania,nie mając pojęcia o co mu chodzi. -Możesz wejść pod warunkiem,że nie będziesz płakać. -odpowiadasz na jego uśmiech tym samym gestem i wchodzisz do jego mieszkania. Rozglądasz się dookoła. Nic się nie zmieniło.
-Przygotuję coś ciepłego do picia,a ty możesz iść się wykąpać jeśli chcesz. -kiwasz głową i nadal lustrujesz jego mieszkanie wzrokiem. -Ręczniki są..
-Wiem gdzie są ręczniki. -wchodzisz mu w słowo,co sprawia,że już trzeci raz dzisiaj widzisz jego piękny uśmiech. Powoli idziesz na górę,wchodzisz do łazienki,wyciągasz z szafki biały,mięciutki,puchowy ręcznik i kładziesz go na dużym,wiklinowym koszu. Podchodzisz do lustra i widząc swoje odbicie jeszcze bardziej robisz się smutna. Wyglądasz okropnie. Jesteś cała zapłakana,twarz masz klejącą i brudną od łez. Rozbierasz się i wchodzisz do kabiny prysznicowej. Odkręcasz ciepłą wodę i obmywasz nią całe swoje ciało. Czujesz jak opada z ciebie brud z całego dnia i jak złe emocje ulatniają się wraz z parą gorącej wody. Słyszysz jak ktoś krząta się po pomieszczeniu,ale nie reagujesz,nie przeszkadza ci to. Zakręcasz wodę, rozsuwasz szklane drzwiczki i wychylasz głowę.
-Przepraszam. Wszedłem tylko na chwilę,chciałem.. -tłumaczy się,ale kolejny raz mu przerywasz.
-Nie przepraszaj. Nie jestem zła,zresztą to twoje mieszkanie. Podasz mi ręcznik.? -prosisz,na co chłopak podaje ci biały materiał. Owijam nim nagie ciało i stąpasz mokrymi stopami na szarych kafelkach. Podchodzisz do lustra,zostawiając po sobie ślady. Harry nie wychodzi. Cały czas tutaj jest,ale czujesz się z tym dobrze. Podchodzi bliżej,a w lustrze widzisz jak na ciebie patrzy. Wasze spojrzenia się spotykają. Jego delikatne,duże dłonie dotykają twych mokrych,chudych ramion. Zaczyna cie masować tak jak robił to kiedyś. Jest ci dobrze więc zamykasz oczy i pozwalasz mu na to. Jednak zdajesz sobie sprawę z tego co robisz,otwierasz oczy i wszystko nagle znika,rozpryskuje się jak bańka mydlana. Oboje jesteście skrępowani.
-Przyniosłem ci ubrania. -mówi i wskazuje palcem szafkę,na której znajdują się twoje turkusowe,stare spodenki i jego koszulka,która niegdyś była twoją ulubioną.
-Nadal masz moje rzeczy.? -pytasz zszokowana.
-Tak. Jakoś nigdy nie miałem czasu by cokolwiek z nimi zrobić,zresztą nigdy nie wiadomo kiedy mogą się znów przydać.
-Dziękuję. -szepczesz,a Harry zostawia cie samą. Wieszasz ręcznik na haczyku,przymocowanym do ściany,ubierasz się,lecz przed włożeniem koszulki,przykładasz ją do twarzy i przypominasz sobie jego zapach. Kolejne łzy spływają po twoim policzku,lecz tym razem nie wiesz czym tak naprawdę są spowodowane. Czy tęsknie za Harrym.? Czy może płaczę,bo właśnie zerwałam z Mattem.? Wkładasz bluzkę i schodzisz na dół,gdzie z daleka czuć,roznoszący się zapach,gorącego kakao. Wchodzisz do kuchni,siadasz obok Harrego przy stole i chwytasz w dłonie biały kubek,z twoim imieniem. Nie wierzysz,że nadal ma te wszystkie rzeczy.
-Za chwilę będzie kolacja. -mówi po chwili ciszy. Unosisz kąciki ust ku górze i spoglądasz na niego. Masz ochotę się do niego przytulić,ale wydaję ci się,że to nieodpowiedni gest,dlatego upijasz kolejny łyk gorącego napoju.
Jecie kolację,a ty zapominasz o tym co miało miejsce kilka minut temu. Rozmawiacie. Jest wspaniale. Tak bardzo tęskniłaś za jego towarzystwem. Zawsze był dla ciebie wsparciem,podporą,przyjacielem,kochał cie i potrafił ci to okazać,zawsze mogłaś na niego liczyć,nawet teraz. Teraz,gdy nic już was nie łączy,a wasze drogi rozeszły się wraz z waszym zerwaniem. Żałujesz,że tak się stało,ale niestety czasu nie cofniesz. Po skończonej kolacji oboje myjecie naczynia,nadal śmiejąc się i wydurniając. Nie pamiętasz już kiedy ostatni raz tak bawiło cie mycie naczyń. Skończyliście i idziecie do salonu. Siadasz na waniliowej, skórzanej sofie,a Hazza stoi przed tobą i wygląda na zamyślonego.
-Wszystko w porządku.? -pytasz. Kiwa głową.
-Poczekasz na mnie minutkę.? -odpowiada pytaniem i kieruje się w stronę korytarza.
-Gdzie idziesz.? -przyglądasz się jak ubiera conversy.
-Zaraz wrócę. Obiecuję,że nie potrwa to długo. -mówi i wychodzi z domu. Jesteś zdziwiona i zdezorientowana.
Chwytasz pilota od telewizora i zaczynasz skakać po kanałach,szukając czegoś co nadaje się do oglądania. Natrafiasz na jakiś muzyczny program rozrywkowy. Odkładasz pilot niedaleko siebie i wpatrujesz się w telewizor. Nie jesteś świadoma tego jak szybko minął czas,gdyż Harry przychodzi już do domu. Odwracasz głowę i widzisz chłopaka idącego w twoją stronę,obładowany zakupami.
-Kupiłem żelki,twoje ulubione,chipsy,lody czekoladowe z wiśnią,cukierki z toffi i wino. Czerwone. -dopowiada ostatnie słowo, a ty nadal nie wierzysz,że to wszystko ma miejsce naprawdę. -Wypożyczyłem też kilka filmów,same komedie romantyczne,a najważniejsze mam tutaj. -wyjmuje zza siebie karton chusteczek higienicznych,sprawiając,że zaczynasz się głośno śmiać.
-Nie musiałeś tego wszystkiego robić. -mówisz.
-Uwierz,musiałem. Ale chyba dostane chociaż całusa,co.?
-Oczywiście,że tak głuptasie. -podnosisz się i całujesz go w policzek.
Oglądacie właśnie film,pijecie wino,zajadacie się pysznościami,a ty czujesz,że za chwilę pękniesz. Łzy czasami lecą,ale Harry szybko ratuje cie chusteczkami. Nigdy nie pomyślałabyś,że Harry kiedyś będzie pomagał ci w leczeniu twojego serca.
-Jestem już zmęczona. -mówisz. -Może dokończymy to innym razem.?
-Masz na myśli jutro.? -otwierasz usta,ale nie pozwala ci dokończyć. -Jasne,nie ma sprawy. Chodź na górę.
-Jak to na górę.? -dziwisz się. -Myślałam,że będę spała tutaj.
-Chyba sobie żartujesz. W tej chwili na górę.
-Ale.. -chcesz coś powiedzieć,jednak Styles ci nie pozwala i ciągnie cie za rękę po schodach. Wchodzicie do sypialni i siadasz na wielkie łóżko,które kiedyś dzieliliście razem. Chłopak coś robi,a ty nie czuję się zbyt dobrze wiedząc,że przez ciebie spędzi noc w salonie.
-Nie kładziesz się.? -pyta,gdy widzi,że nadal siedzisz.
-Zostaniesz ze mną.? -pytasz,ale dopiero po chwili uświadamiasz sobie co powiedziałaś. Widzisz na jego twarzy zakłopotanie i szybko wyciągasz dłoń w jego stronę. -Nie chcę być sama. -podchodzi i kładzie się po drugiej stronie. Odwracasz się i patrzysz na niego.
-Jesteś pewna.? pyta.
-Tak,Harry. -odpowiadasz. Poczułaś jak okrywa mnie kołdrą. Kolejny raz na niego spoglądasz. Zaczynasz się bać swoich myśli. Strasznie chcesz go przytulić i nie potrafisz nad sobą zapanować. Wiesz,że jest zdziwiony ty gestem,ale odwzajemnia go. Czując jego ciepło,wiesz,że jesteś bezpieczna. Zasypiasz.
Otwierasz oczy,ale Harrego nie ma obok ciebie. Rozglądasz się po pomieszczeniu,by upewnić się,że wczorajszy dzień nie był tylko snem. By uświadomić sobie,czy aby na pewno jesteś w jego sypialni. Jesteś tutaj,dlatego się uśmiechasz. Wstajesz z łóżka,wychodzisz z pokoju i idziesz na dół. Słyszysz jakieś głosy,idziesz w stronę kuchni,z której dobiegają. Stajesz w przejściu i widzę Harrego i Louisa. Oni również cie zauważają. Wyglądają jakby zobaczyli ducha.Lou spogląda na Harrego pytającym wzrokiem,a lou podchodzi do ciebie i przytula.
-Tęskniłem za tobą. -szepcze ci do ucha. Odrywa się i patrzy na Hazze. -Dlaczego nie mówiłeś,że znowu jesteście razem.? - mówi uśmiechnięty. Również odszukujesz Harrego wzrokiem i masz ochotę się śmiać,a zarazem jesteś zdezorientowana.
-Ale my.. -zaczyna loczek.
-My nie jesteśmy razem. -mówisz.
Na twarzach chłopców maluje się ogromne zakłopotanie. Wyglądają naprawdę bardzo komicznie. Nie umiesz opanować śmiechu, zresztą nie tylko ty,bo Harry również. Śmiejecie się,a oni po chwili dołączają. Wydaje ci się,że czekają na jakiekolwiek wyjaśnienia,ale takowych nie otrzymują. Widząc,że i tak niczego od nas nie wyciągną,żegnają się z nami,mówiąc,że mają wiele spraw na głowie i wychodzą z mieszkania. Stajesz przy szafce kuchennej i opierasz się o nią. Czujesz na sobie wzrok Harrego, dlatego chcesz wyjść mu na spotkanie. Wpatrujecie się w siebie. Nie potrafisz opisać swoich emocji. Czujesz się dziwnie,ale chyba w dobrym tego słowa znaczeniu,jeśli takowe jest. Podchodzi do ciebie i przez moment masz wszystko jak przez mgłę. Nie wiesz co się dzieje. Luke jest coraz bliżej. Po chwili sięga zza moich pleców kubek.
- Chcesz kawy? - pyta. Tym razem czujesz się beznadziejnie,myśląc,że Harry mógł cie pocałować. Kiwasz głową,po czym spuszczasz głowę.
-Harry.? -mówisz po chwili,na co podnosi wzrok i patrzy w twoim kierunku. -Pomożesz mi dzisiaj poszukać jakiegoś mieszkania w Internecie.? -prosisz.
-Chyba sobie żartujesz. -wypala,a ty nie masz pojęcia o co mu chodzi. -Nigdzie się nie wyprowadzasz. Nie ma mowy. Zostajesz ze mną. Nie mówiłem ci,ale mieszkanie samemu jest straszne. Potrzebuję współlokatorki. -uśmiecha się szeroko. Doskonale wiesz,że mówi to tylko dlatego,by cie zatrzymać.
-Współlokatorki.? -pytasz zalotnie,na co wytyka język. -Nie,Harry. Nie mogę. Muszę coś znaleźć.
-To pomyślisz nad tym kiedy indziej.
-Nie. Muszę dać znać Mattowi kiedy odbiorę swoje rzeczy.
-Powiedz mu,że dzisiaj.
-Ale tego nie da się zrobić z dnia na dzień. Zresztą powinieneś to wiedzieć.
-Wiem. Dobra nie ważne. Jeszcze dziś o tym nie myśl. Dzisiaj musimy dokończyć wczorajszy wieczór. -kolejny raz się szczerzy,a ty jak zwykle mu ulegasz. Podaje ci kawę i idziecie do salonu. Włącza kolejny film i zamiast się na nim skupić,zaczyna komentować dosłownie każdą scenę. Śmiejesz się głośno,co mu się zaczyna podobać.
-Przestań już. Skup się w końcu.
-Jak mam się skupić,skoro jesteś obok.? -mówi,po czym oboje zamilkliście. Zaczęłaś uciekać wzrokiem. Przed chwilą wydawało ci się,że chciałabyś być znowu jego,chciałabyś mieć go przy sobie codziennie. Przytulać,całować,rozmawiać,kochać,czuć. Teraz jednak czujesz się źle. Nie wiesz co miał na myśli mówiąc te słowa. Oboje przenosicie wzrok na telewizor,milcząc. Doskonale wiesz,że żadne z nas nie myśli teraz o tym co wyświetla się na ekranie.
-Nie chciałem tego powiedzieć. To znaczy.. Właściwie.. -nie umie dobrać odpowiednich słów,dlatego gdy widzisz jego zakłopotanie,karzesz mu przerwać.
-Rozumiem. -unosisz kąciki ust,i kładziesz głowę na jego kolanach. Leżałaś tak chyba pół godziny. Dopóki Harry nie zrobił się zazdrosny.
-Jestem zazdrosny o kanapę. -mówi. Spoglądasz w górę by dostrzec jego twarz. -Cały czas na niej leżysz,a ja tylko siedzę. To nie fair. Musisz zrobić dla mnie trochę miejsca. -śmiejesz się,ale przesuwasz i robię miejsce dla niego. Wskakuje za ciebie i opierając się na łokciu,patrzy dalej na telewizor. Słyszycie dźwięk telefonu.Harry próbuje go dosięgnąć,ale na marne. Przekłada jedną nogę przez ciebie i nadal wyciąga rękę. Chcę się przekręcić,kiedy spada na ciebie,a wasze twarze dzielą milimetry. Czujesz jego oddech na twarzy,jego tęczówki,wpatrzone w ciebie,małe loczki opadające na czoło,dosłownie tak jak za pierwszym razem. Robisz pierwszy gest i złączasz wasze usta w jedność. Telefon przestaje dzwonić. Jego język penetruje wnętrze twoich ust. Delikatnie przygryza twoje warg zębami. Brakowało ci jego smaku. Czy to możliwe,by miłość do niego nigdy nie minęła.? Czy to możliwe bym nadal go kochała.? Zadajesz sobie tysiące pytań,ale pragniesz by ta chwila się nigdy nie kończyła.
Otwierasz oczy. Widzisz tłum ludzi,którzy przyszli tutaj specjalnie dla was. Ksiądz stojący przy ołtarzu.Danielle i Louis jako świadkowie. Rodziny,znajomi,przyjaciele,fani. Wychodzicie przed kościół,splatając wasze dłonie. Jesteś szczęśliwa. Kochasz go i jedyna myśl,która towarzyszy ci w tym momencie i która wiesz,że zostanie przy tobie na długo,mówi ci,że to ten jedyny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz